I Ultra Trail Warmii i Mazur 50+ (czas 6:59:48) z najwspanialszymi kibicami – Hanią, Rafałkiem i Zuzią

I Ultra Trail Warmii i Mazur 50+ (czas 6:59:48) z najwspanialszymi kibicami – Hanią, Rafałkiem i Zuzią (fot. z arch. prywatnego)

Jest spełnioną mamą i żoną, a od niedawna także sportsmenką. Mariola Maszewska-Wach zaczęła biegać dwa lata temu. Dziś ma na swoim koncie ukończone z dobrymi czasami maratony i ultramaratony. Rawianka udowadnia, że w życiu nie ma rzeczy niemożliwych. Wystarczą chęci i dobra organizacja czasu.

Wszystko zaczęło się od… morsowania. Do miłośników kąpieli w lodowatej wodzie pani Mariola dołączyła na początku 2015 roku. Kra-Kersi spotykali się wówczas nie tylko nad rawskim zalewem. Grupa chętnie brała udział także w zawodach biegowych organizowanych w całej Polsce. – Z ciekawością podpatrywałam Sławka Janiszewskiego, Włodka Oczakowskiego i Tomka Kowalczyka – zdradza rawianka. – Sama nigdy wcześniej nie biegałam, ale narastała we mnie chęć, żeby spróbować.

Setka na stulecie. Góra Kamieńsk. 110 km (10 pętli po 11 km) w czasie 18h i 6 minut. Pierwsza wśród kobiet i jedyna, która pokonała cały dystans! (fot. z arch. prywatnego)

Na początek jedno okrążenie

Plany nieco odsunęły się w czasie. Ich powodem była Zuzia, najmłodsza córka państwa Wach. – Zuza urodziła się w sierpniu, miała niecałe pół roku, kiedy wzięłam udział w swoim pierwszym biegu – wspomina kobieta. – W styczniu 2017 roku nad zalewem zorganizowano bieg w ramach Finału WOŚP. Postanowiłyśmy z koleżanką, że weźmiemy w nim udział. To miało być jedno okrążenie wokół zalewu, 3,5 kilometra. Byłyśmy przekonane, że to dystans, z którym bez problemu sobie poradzimy i to bez większego przygotowania… Pierwsze 300 metrów to zweryfikowało! – dodaje z uśmiechem. - Jak tłum wyrwał, a my razem z nim, momentalnie złapała nas zadyszka, dosłownie chciałyśmy umrzeć, ale żadna z nas się nie poddała. Dotruchtałyśmy do mety. Dla mnie to był ogromny powód do dumy. Pomyślałam, że skoro dałam radę to może warto spróbować znowu. I tak to się zaczęło…

Półmaraton z Górką na Górze Kamieńsk - Rawa Tim Zawsze Slim (fot. z arch. prywatnego)

Trzy miesiące przygotowań

Sukcesywnie pani Mariola zaczęła zwiększać sobie biegowe dystanse. – Bardzo dużo pomógł mi Sławek Janiszewski – podkreśla. – Dostałam od niego mnóstwo wskazówek. Właściwie od początku mnie prowadził, pomagał układać plan treningów.  

Systematyczne ćwiczenia były konieczne. Zwłaszcza, że jeszcze w lutym pani Mariola zapisała się na bieg na dystansie 10 kilometrów. Zawody miały odbyć się w maju.

- Miałam trzy miesiące na przygotowania i szczerze mówiąc, z upływem dni byłam coraz bardziej przerażona. Zastanawiałam się, jak w ogóle dam sobie radę – zdradza sportsmenka. – Początkowo biegałam sama, ale szybko dołączyłam do chłopaków z Rawa Tim Zawsze Slim. Wspólne treningi naprawdę dużo dają. Dopóki sama nie zaczęłam biegać, nawet nie miałam pojęcia, ile osób też ma taką pasję.

„Jak Zuzia była mała, często biegałam z wózkiem. Wielokrotnie widziałam te ironiczne spojrzenia, pewnie niejedna osoba pomyślała wtedy „matka-wariatka”. A ja czuję się spełnioną mamą, a nie uciemiężoną „matką-Polką”. Realizuję się w macierzyństwie, dzieci są moją największą radością. Jest powiedzenie, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci i uważam, że jest w tym naprawdę dużo prawdy.”

Biega mama i dzieci

Kobieta przekonuje, że tras biegowych wokół miasta nie brakuje. – Kółko nad zalewem to 3,5 kilometra. Swego czasu dużo biegałam serwisówką w stronę Konopnicy, na Ossowice i do Cielądza drogą przez Byszewice. W drugą stronę, na Podkonice to też całkiem długa trasa, bo około 25 km – wylicza. – Na Chrustach jest bardzo fajnie, bo to już bieganie po lasach, gdzie są górki i zbiegi. Jeśli tylko ktoś chce, bez problemu zawsze coś dla siebie znajdzie.

Pani Mariola swoją pasją szybko zaraziła dzieci. Hania, Rafałek, a nawet Zuzka mają już swoje półeczki na medale i puchary za udział w sportowych imprezach.

- Zależy mi wyłącznie na tym, żeby była to dla nich dobra zabawa, żeby miały z tego frajdę i satysfakcję – podkreśla dumna mama. – Absolutnie nie chodzi o super wyniki, ale pokochanie sportu. Dobiegają na metę z uśmiechem, cieszą się z każdego medalu i to jest dla mnie najważniejsze.

Do biegania jak na razie nie dał się namówić tylko mąż pani Marioli. – Wspiera mnie jednak zawsze od strony technicznej – zaznacza z uśmiechem rawianka. – Zostaje z dziećmi, kiedy wychodzę na trening, ewentualnie jeśli bierzemy udział w imprezie, na której wszyscy biegniemy, odpowiada za logistykę.

Udział w Biegu Niepodległości w Cielądzu stał się już rodzinną tradycją (fot. Anna Kraćkowska)

Dycha, półmaraton, maraton

Treningi, początkowo trzy razy w tygodniu, później częstsze szybko przyniosły rezultaty. Majowa „dycha” okazała się tylko wstępem do bicia kolejnych życiowych rekordów. We wrześniu 2017 roku pani Mariola przebiegła w Łodzi swój pierwszy półmaraton.

- Satysfakcja była ogromna, ale pozostał lekki niedosyt, bo zabrakło mi niecałe 1,5 minuty do osiągnięcia czasu, który sobie zaplanowałam – wspomina z uśmiechem. – Od razu pojawiła się u mnie myśl, że skoro dałam radę z półmaratonem, może mogłabym pobiec też w maratonie.

Wiosną 2018 roku marzenie udało się zrealizować w Warszawie. – Start poprzedziłam intensywnymi przygotowaniami, znowu pod okiem Sławka – przyznaje pani Mariola. – Finisz miałam dosłownie rewelacyjny. Tak udało mi się rozłożyć siły, że na ostatnich dwóch kilometrach po prostu wszystkich wyprzedzałam. Satysfakcja, ale i motywacja, żeby dać z siebie jeszcze więcej była niesamowita.

50 kilometrów po lasach

Kolejnym krokiem był ultra maraton. 50 kilometrów na Mazurach. – Tak sobie rozplanowaliśmy wczasy, żebym mogła wziąć udział w tej imprezie. Nikomu nie powiedziałam, że będę startować. Wiedział o tym tylko mój mąż – zdradza pani Mariola. – Pomyślałam, że jeśli pochwalę się, że jadę na ultra, a potem nie dam rady, będzie mega wstyd – dodaje ze śmiechem. – Później dostałam za to od chłopaków straszną burę... Udało mi się go skończyć. W biegu spędziłam siedem godzin. Ale było pięknie! Trasa po lasach, cudowne widoki. Pomyślałam, że teraz to już naprawdę mogę wszystko!

Rawianka przyznaje, że tego typu biegi – na łonie natury – dają dużo więcej satysfakcji i przyjemności, niż starty na imprezach sportowych w mieście.

- Kiedy zaczęłam biegać z Tomkiem Sudakowskim, z Bogdanem Batorkiem coraz częściej łapałam się na myśli, że ciągnie mnie do bardziej ekstremalnych biegów – przyznaje pani Mariola. – Chociaż momentami nie jest łatwo, zdecydowanie bardziej wolę biegać po lesie, niż po asfalcie.

„Bieganie pozytywnie uzależnia. Po każdym kolejnym starcie chce się więcej i więcej. Nie wyobrażam sobie, żebym dzisiaj przestała biegać. Jeśli nie trenuję przez kilka dni, zaczyny mi tego brakować. Nosi mnie, żeby gdzieś tę energię dobrze spożytkować.”

Nie ma złej pogody

Kilkadziesiąt kilometrów, kilka godzin w ciągłym biegu to ogromny wysiłek dla organizmu. Dlatego oprócz treningów biegowych ważne są dodatkowe zajęcia na siłowni lub fitness. – Powinno się to jeszcze połączyć z odpowiednią dietą, choć u mnie akurat ten punkt trochę kuleje – przyznaje z uśmiechem Mariola Wach. – To wszystko zajmuje sporo czasu, ale wszystko da się pogodzić. Nawet spacer z dziećmi może być świetną okazją, żeby chociaż chwilę poćwiczyć. 

Co ważne, miłośnicy biegania z Rawy i okolic są dla siebie wzajemnym wsparciem.

- Staliśmy się taką biegową rodziną. W Wigilię na przykład najpierw przełamaliśmy się opłatkiem, a potem ruszyliśmy w trasę. Nieraz spotykamy się w wolną niedzielę, o 5.00 albo 6.00 rano. Pada deszcz, a my biegniemy – opowiada pani Mariola. – Dla biegacza nie ma złej pogody. Złe może być co najwyżej ubranie.

Pokonać własne słabości

Mariola Maszewska-Wach ma na swoim koncie starty w kilkudziesięciu imprezach sportowych i niezliczoną ilość treningów. Za najważniejsze w swojej biegowej karierze uważa jednak pierwszy maraton i pierwszy ultra. – Mam do nich sentyment, bo to były momenty, kiedy pokonywałam samą siebie, swoje słabości – wyjaśnia. – Kiedy spędzasz w biegu kilka godzin i na mecie towarzyszy ci myśl, że nadal chcesz więcej, uświadamiasz sobie, że nie ma rzeczy niemożliwych. Trzeba tylko chcieć.

Jak oceniasz artykuł? Głosów: 16

  • 15
    BARDZO PRZYDATNY
  • 0
    ZASKAKUJĄCY
  • 0
    PRZYDATNY
  • 1
    OBOJĘTNY
  • 0
    NIEPRZYDATNY
  • 0
    WKURZAJĄCY
  • 0
    BRAK SŁÓW

0Komentarze

dodaj komentarze

Portal eglos.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wpisu. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    Nie ma jeszcze komentarzy...
tel. 603 755 223 lub napisz kontakt@glossk.pl

KUP eGŁOS

Artykuł załadowany: 0.1846 sekundy