(fot. Grzegorz Adamek )

Poszedł na pierwszy trening, bo chciał nauczyć się bić. Pasja szybko stała się sposobem na życie. Adrian Bartosiński, wychowanek Rawskiego Klubu Karate Kyokushin wśród zawodników mieszanych sztuk walki uchodzi za obiecującego wojownika młodego pokolenia.

Jak zaczęła się twoja przygoda z MMA?

Kiedy byłem w gimnazjum do treningów namówił mnie jeden z kolegów. W Rawskim Klubie Karate Kyokushin dopiero powstawała sekcja MMA. Sport ten w Polsce nie był jeszcze dobrze znany. Wtedy, jak każdy chłopak chciałem nauczyć się dobrze bić, więc uczęszczanie na treningi mieszanych sztuk walki wydawało się czymś dla mnie. Początkowo ćwiczenia miały na celu poprawienie mojej sprawności, jednak z czasem zrozumiałem, że to coś więcej niż pasja.

Mówisz, że mieszane sztuki walki to dla ciebie więcej niż pasja. Czym w takim razie jest dla ciebie ten sport?

Po części jest już moją pracą, ponieważ od listopada 2017 walczę zawodowo. Oczywiście pasja do MMA pozostała, chociaż odważnie mogę stwierdzić, że sport ten trochę stał się moim uzależnieniem. Chodzenie na treningi sprawia mi niebywałą frajdę. Kiedy po walce mam obowiązkową przerwę minimum dwa tygodnie, nie umiem sobie znaleźć miejsca.

Jak wygląda trening MMA?

MMA jest sportem wielopłaszczyznowym, czyli łączy w sobie kilka elementów takich jak stójka (boks/k1), parter (submission/walka na chwyty) czy zapasy. Dlatego treningi są zróżnicowane. Często zdarza się, że jednego dnia trenuję stójkę, a następnie, na drugim treningu po południu skupiam się na zapasach. Kolejnego dnia rano mam treningi motoryczno-siłowe, a na drugim treningu koncentruję się na ćwiczeniach wielopłaszczyznowych, czyli uczę się odpowiednio wykorzystywać kilka technik na raz.


(fot. Grzegorz Adamek) 

Dwa treningi to twój stały harmonogram dnia?

Po części tak. Odkąd w styczniu przeniosłem się do łódzkiego klubu Octopus, robię codziennie minimum dwa treningi. Pierwsze ćwiczenia zazwyczaj rozpoczynam koło godziny siódmej rano. Trwają one mniej więcej do dziewiątej. Wracam do domu, jem drugie śniadanie, po którym robię sobie regenerującą drzemkę. Wstaję w południe i zjadam obiad, po czym szykuję się na kolejny trening. I tak od poniedziałku do piątku. W sobotę jadę na siłownię tylko raz, potem najczęściej wracam do Rawy, gdzie spędzam czas z rodziną i przyjaciółmi. W niedzielę wieczorem wracam do Łodzi i od poniedziałku znów zaczynam treningi.

Trudno jest połączyć życie prywatne z trybem życia zawodowego sportowca?

Jako zawodowiec żyję wedle ustalonego z góry harmonogramu. Podczas przygotowania do walki nie mogę na przykład zabrać dziewczyny na pizzę czy iść z kolegami na piwo, ponieważ każdy alkohol oraz fast food wpływa na moją formę. Przygotowanie do walki trwa nawet do dwóch i pół miesiąca, więc w tym okresie jestem właściwie wyłączony z życia prywatnego. Spędzam większość czasu w domu by „wystrzegać się pokus” (śmiech).

Co podczas przygotowań do walki sprawia ci największą trudność?

 Najgorsze jest dla mnie zbijanie wagi. Zazwyczaj ważę 94 kg, a walczę w limicie wagowym do 84 kg. Przed wejściem do klatki muszę więc zgubić 10 kilo. Pierwsze dwa-trzy zazwyczaj zbijam miesiąc przed walką poprzez zmianę diety. Odstawiam wtedy węglowodany. Ostatni etap zbijania wagi polega na hydrolizie. Polega ona na oszukiwaniu organizmu piciem po 9-10 litrów wody. Na dzień przed walką zupełnie odcina się wodę, przez co organizm oddaje nam wszystko, co przyjął z nadwyżką. Podczas hydrolizy bardzo ważne jest by odpowiednio się odżywiać.

Pamiętasz swoje pierwsze zawody MMA?

Jasne, były to małe zawody w ramach Shido ligi w Łodzi. Miałem wtedy może szesnaście albo siedemnaście lat. Pojechaliśmy tam z Rawskim Klubem Karate Kyokushin. W tamtym czasie traktowałem MMA zupełnie inaczej. Zawody były dla mnie czystą walką, miały rangę sparingu na treningu. Dopiero, kiedy zacząłem wyjeżdżać na walki wyższej rangi, gdzie wszystkie uderzenia miały znaczenie, pojawił się pierwszy stres. Teraz podczas występów na galach zawodowych stres jest czymś normalnym. Wiadomo, tutaj wszystko ma znaczenie.

Za tobą pięć walk. Nie poniosłeś żadnej porażki. Na początku lipca, twoją walkę RWC (Rocky Warriors Cartel) można było obejrzeć w telewizji. Śledziło ją ponad pół miliona osób. O czym myślisz, kiedy wchodzisz do hali pełnej ludzi i kamer?

O wygranej. Przez cały czas kiedy walczę wizualizuję sobie, co zrobię jak wygram. Wiadomo, że podczas pojedynku moim głównym celem jest to, by go szybko skończyć. Najlepiej w 1-2 rundzie. Do tej pory jakoś się to udawało.

Z każdą wygraną walką rośnie presja, by nie przegrać kolejnej?

Zawodnikowi, który chociaż raz przegrał i ma rekord 10:1 jest łatwiej, niż mnie. On już wie, jakie to uczucie odnieść porażkę i wie, jak się po tym podnieść. Dla mnie, jako zawodnika, który jeszcze nigdy nie przegrał, presja rośnie, ponieważ same oczekiwania względem siebie są coraz wyższe. W ogóle więc nie myślę o tym, że kiedyś spotkam kogoś, kto mnie pokona.

Jest osoba, bez której wsparcia nie wyobrażasz sobie wejścia do oktagonu?

 Jasne, to moja dziewczyna. Patrycja wspiera mnie od początku. Podczas pierwszych walk zdarzało jej się bać i panikować. Jednak teraz, po pięciu walkach jest pewna mojej wygranej, więc mniej odczuwa stres. Dodatkowo, podczas każdej walki w moim narożniku byli Adrian Bajan oraz Marcin Kopczyński, czyli moi trenerzy z RKKK. Ich wsparcie jest dla mnie nieocenione.  

Kim chcesz zostać po zakończeniu zawodowej kariery?

Oczywiście trenerem. Nie wyobrażam sobie już życia bez MMA. Moim głównym marzeniem jest to, by w Rawie powstał klub MMA, taki z prawdziwego zdarzenia, by chłopcy trenujący mieszane sztuki walki nie musieli wyjeżdżać do Łodzi czy Warszawy. Głównym problemem w Rawie jest to, że chociaż posiadamy naprawdę dobry sztab szkoleniowy, brakuje nam odpowiednio przystosowanego pod walki miejsca i specjalnego sprzętu, który jest niezbędny do treningu. Po zakończeniu kariery chciałbym tu wrócić i to zmienić.

Czym jest MMA?

Mieszane sztuki walki (ang. mixed martial arts, MMA) – to dyscyplina sportowa, w której zawodnicy sportów walki walczą przy dużym zakresie dozwolonych technik (w zasadzie dopuszcza się wszystkie techniki dozwolone w innych sportach walki bez broni). W MMA praktykuje się tzw. trening przekrojowy, przygotowujący zawodnika do walki zarówno w stójce, jak i w parterze oraz zwarciu. Podkreślana jest w nim umiejętność płynnego przechodzenia między tymi trzema dystansami. Generalnie to boks (włączając w to kick-boxing, boks tajski) w połączeniu z grapplingiem (zapasy, sambo, judo, jujutsu, brazylijskie jiu-jitsu) stanowią podstawę niemal każdego treningu mieszanych sztuk walki. Rzadziej stosuje się elementy innych sztuk, takich jak karate czy taekwondo.

Jak oceniasz artykuł? Głosów: 5

  • 4
    BARDZO PRZYDATNY
  • 0
    ZASKAKUJĄCY
  • 1
    PRZYDATNY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 0
    NIEPRZYDATNY
  • 0
    WKURZAJĄCY
  • 0
    BRAK SŁÓW

0Komentarze

dodaj komentarze

Portal eglos.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wpisu. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    Nie ma jeszcze komentarzy...
tel. 603 755 223 lub napisz kontakt@glossk.pl

KUP eGŁOS

Artykuł załadowany: 0.2017 sekundy