(fot. Anna Kraćkowska )

Miejska Biblioteka Publiczna w Rawie Mazowieckiej starszym czytelnikom przypomniała absurdy PRL-u. Młodszym – dała szansę na ciekawą lekcję historii. Wszystko dzięki spotkaniu z Januszem Płońskim, współautorem kultowego serialu „Alternatywy 4”.

Okazją do sentymentalnej podróży w przeszłość była wydana niedawno przez Płońskiego książka – „Alternatywy 4. Przewodnik po serialu i rzeczywistości”. Pomysł na publikację narodził się dość nieoczekiwanie.  

- Wspólnie z grupą studentów dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego obejrzeliśmy wszystkie odcinki – wyjaśnił Janusz Płoński. – Okazało się, że młodzież śmieje się w miejscach, w których właściwie śmiać się nie powinna i odwrotnie, nie do końca rozumie żarty, które jako scenarzyści wplataliśmy w ten serial. Zaczęliśmy wzajemnie pytać „o co chodzi”. Tak narodził się pomysł napisania książki, która będzie niejako pomostem między geriatrią a młodością – żartował scenarzysta.

Płoński wybrał kilkanaście krótkich scenek z różnych odcinków „Alternatyw 4”. Pokazując je omawiał tricki, jakie stosowali scenarzyści, głównie by „obejść” cenzurę.

- Chcieliśmy ludzi śmieszyć, ale też mówić o sprawach ważnych. A wcale nie było to proste, bo istniała wówczas instytucja cenzury – wspominał. – W krótkich scenkach mówiliśmy więc aluzjami i metaforami. Puszczaliśmy oko do widza, który rozumiał absurd, jednocześnie unikając wycięcia scenki. Żyliśmy przecież w czasach spotęgowanego absurdu. I nie ukrywam, byliśmy odważni w jego przedstawianiu, jechaliśmy po bandzie mówiąc po młodzieżowemu, bo nie wierzyliśmy, że kiedykolwiek uda się to zrealizować. A udało się. 

Po spotkaniu chętni mogli zakupić nową książkę autora i poprosić o pamiątkowy wpis. Ci, którzy przegapili spotkanie, publikacje autorstwa Janusza Płońskiego mogą wypożyczyć w bibliotece.

Serial, który mógł nie powstać

Janusz Płoński i Maciej Rybiński zarys serialu, który pierwotnie nazwano „Nasz dom” do Telewizji Polskiej wysłali listem. Na rozmowę zostali zaproszeni dopiero po dwóch latach. Przy scenariuszu ostatecznie pracowali  trójkę, bo dołączył do nich Stanisław Bareja. Płoński pokazał w bibliotece list, który reżyser wysłał do telewizji 11 grudnia 1981 roku. Zawierał on prośbę o przyspieszenie rozpoczęcia zdjęć już następnego dnia. 

- Jakiś urzędnik podpisał zgodę i zaczęliśmy kręcić – opowiadał Janusz Płoński. – Czy Bareja wiedział, że 13 grudnia zostanie ogłoszony stan wojenny? Trudno powiedzieć. Ważniejsze jest to, że gdyby nie ten list i jeden podpis, serial w ogóle by nie powstał. W stanie wojennym żadnych seriali się nie robiło. Nasz był jedynym. Telewizja stała się wtedy propagandową tubą, co właściwie nie bardzo się dziś zmieniło – dodał scenarzysta z uśmiechem. – Wtedy kręciliśmy go w jakiejś hali i właściwie nikogo to nie obchodziło. Był jeszcze jeden plus. Aktorzy, którzy weszli do produkcji byli zwolnieni z bojkotowania telewizji. W stanie wojennym żaden porządny człowiek do telewizji bowiem nie chodził. Dlatego mamy tu całą plejadę najlepszych nazwisk tamtego okresu. 

W tle widać list, który napisał Stanisław Bareja (fot. Anna Kraćkowska)

Jak oceniasz artykuł? Głosów: 4

  • 4
    BARDZO PRZYDATNY
  • 0
    ZASKAKUJĄCY
  • 0
    PRZYDATNY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 0
    NIEPRZYDATNY
  • 0
    WKURZAJĄCY
  • 0
    BRAK SŁÓW

0Komentarze

dodaj komentarze

Portal eglos.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wpisu. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    Nie ma jeszcze komentarzy...
tel. 603 755 223 lub napisz kontakt@glossk.pl

KUP eGŁOS

Artykuł załadowany: 0.2177 sekundy