Znany rawianin Wojciech Kuba opowiada o swoim bogactwie… pasji.

Znany rawianin Wojciech Kuba opowiada o swoim bogactwie… pasji. (fot. Włodzimierz Szczepański)

Organizował w Rawie Mazowieckiej struktury Solidarności, a nawet przewodniczył radzie miasta. Przez lata zajmował się ciężko chorą żoną, a po jej śmierci poświęcił się pasji modelarstwa. Od tej strony niewiele osób zna Wojciecha Kubę.

Gospodarz sięga za zasłonkę. Tam ukryta jest niespodzianka dla wnuka. Wielkie pudło z przegubowym tramwajem, torowiskiem, miejską zabudową.
– Dostanie na Dzień Dziecka – Wojciech Kuba uśmiecha się i wyjaśnia: – Wnuk mieszka w Warszawie i uwielbia jeździć przegubowymi autobusami. Zawsze siada na łączeniu pojazdów. Mówił mi niedawno: – Dziadek kup mi ciuchaję.
W rogu pokoju na stole spoczywa olbrzymia makieta. Na wzgórzu widać ruiny zamku, oplatają je torowiska, budynki, lokomotywy. Pod torowisko Wojciech Kuba podkleił korek, aby wytłumić hałas, jadących wagonów i lokomotyw. Na tory nasypał tłuczeń. Całość to pomysł gospodarza.
– Tutaj mam wyciąg narciarski i potok z wodą. Proszę zerknąć, na dworcu ekipa filmowa kręci film. A tutaj dziewczyna rozwiesza pranie, dalej dziadek bawi się z wnuczkami – opowiada.

Położenie torowiska wymaga precyzji. Moment niedoskonałości i wagony potrafią się wykolejać. Na makiecie gospodarza jest także takie newralgiczne miejsce na zwrotnicy. Gdy pociąg – pendolino jedzie do przodu, to mknie, wstecz dochodzi do kolejowej katastrofy. Przy jego makiecie jest rząd przycisków. Tutaj jego wnuk podstawia sobie krzesło i na kilka godzin znika
– Współczesne dzieci, wbrew temu, co się mówi, to nie pokolenie przyklejone do ekranu. Tylko trzeba zainteresować swoją pasją – przekonuje.
A skąd się wzięła u niego?

– W dzieciństwie mieszkałem w pobliżu dworca kolejki wąskotorówki. Patrzyłem na buchające parą lokomotywy, jak gwizdały. Spędzałem tam mnóstwo czasu. Stąd miłość do kolei. A o makiecie, jaką wykonałem, marzyłem od czasów szkoły średniej. Od lat kupowałem jej elementy – wspomina.
Zachwyt dziecka zdecydował o jego dalszych młodzieńczych wyborach. Po podstawówce Wojciech Kuba wybrał Technikum Kolejarskie w Warszawie, a potem kontynuował naukę na politechnice. Przede wszystkim na drodze stanęła wielka polityka.


Wydarzenia 1968 roku, strajki studenckie. Zostałem zatrzymany przez milicję. Aaa…, ale to osobna historia. Musiałem przerwać studia. Chciałem pracować na kolei, ale okazało się, że mam problem ze wzrokiem, który dyskwalifikował mnie w zabezpieczeniu ruchu kolei.


Wrócił do Rawy, tutaj pracował m.in. w „żyletkach”, czyli Fabryce Narzędzi RAFA-n. W zakładzie był  konstruktorem, dlatego ponownie wrócił na studia. Pracował do upadku zakładu, a potem przeszedł do Metalbudu. Należy do jednej z legend Solidarności. Aktywnie też działał w samorządzie miasta, ale nie chce już do niego wracać. Choroba żony rzuciła się cieniem na rodzinę. Przeszedł na wcześniejszą emeryturę, aby się zająć żoną. Nie było czasu na kolejarską pasję.
– Dopiero po jej odejściu zacząłem o tym myśleć. Zrobiłem tę makietę, a potem powstawały kolejne modele – mówi i podkreśla: – Muszę ciągle coś robić.
Na biurku za nim widać uchwyty z przymocowanymi malutkimi elementami. To będą latarnie okrętu flagowego „Victory”. W bloku powstaje słynny żaglowiec. Nawet w mniejszej skali robi wrażenia.



– Każdą listewkę trzeba wygiąć. Na sucho to się nie uda. Wyszlifować, wyciąć otwory pod działa. A potem będzie jeszcze mnóstwo pracy przy masztach. Nie sadzę, abym uporał się do końca roku – tłumaczy.
Na tym dużym modelu widać kunszt dawnych budowniczych. Żaglowiec na starannie zaokrąglone burty. Wojciech Kuba zaprasza do sąsiedniego pokoju, tutaj też pełno modeli. Na ławie połowa „Bismarcka”, niemieckiego okrętu wojennego, który będzie miał obrotowe wieże i wydawał odgłosy wystrzału. Na zakup kolejnych elementów wydaje 30 złotych, a łącznie będzie 140 wydań.
– Prenumeruję włoskie wydawnictwo, przysyłają karton z kolejnymi elementami „Victory”. Łącznie zapłacę 1,5 tysiąca złotych. Sklejony model będzie jeszcze więcej wart, ale nie o pieniądze mi chodzi – mówi i po chwili odpowiada: – Co chciałbym jeszcze zrobić? Myślę, że kilkumetrową makietę. Tylko w mieszkaniu brakuje na to miejsca. Co niektórzy radzili, że to żaden problem, wystarczy wykuć w ścianie dziury. To przecież nie o to chodzi.

Włodzimierz Szczepański

Włodzimierz Szczepański

napisz maila ‹
ostatnie aktualności ‹

Jak oceniasz ten artykuł?

Głosów: 15

  • 14
    BARDZO PRZYDATNY
    BARDZO PRZYDATNY
  • 0
    ZASKAKUJĄCY
    ZASKAKUJĄCY
  • 1
    PRZYDATNY
    PRZYDATNY
  • 0
    OBOJĘTNY
    OBOJĘTNY
  • 0
    NIEPRZYDATNY
    NIEPRZYDATNY
  • 0
    WKURZAJĄCY
    WKURZAJĄCY
  • 0
    BRAK SŁÓW
    BRAK SŁÓW

0Komentarze

dodaj komentarze

Portal eglos.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wpisu. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    Nie ma jeszcze komentarzy...
tel. 603 755 223 lub napisz kontakt@glossk.pl

KUP eGŁOS

Trzylatka bez ubrań i butów spacerowała z psem...

Plenerowe kino letnie. Będzie straszyć nad...

Sierpniowe Kino dla Kobiet

Gry i zabawy sprzed lat

Szum Butów Stróża wystąpi pod jabłonkami

77 rocznica Powstania Warszawskiego. Obchody w...

Jeden miał dwa promile, drugi cztery. Ukradli...

BUDOWA GAZOCIĄGU A PRZYZNANIE PŁATNOŚCI Z ARiMR

Kieruje się mottem: ŻYJ PASJĄ